Chociaż ciężko mnie namówić na kierunek inny niż Włochy, bardzo lubię ten "nasz" Amsterdam. Twardy holenderski akcent miesza się tu z językami całego świata, oryginalne dzieła Veermera konkurują z magnesami na lodówkę w kształcie wiatraka, a
szalenie odważne i...czasem lekko pretensjonalne concept story funkcjonują tuż obok pełnych kiczu sklepików z pamiątkami. Wszystko to przeplecione jest nitkami kanałów i naznaczone tysiącami rowerowych opon.
Amsterdam to dla mnie smak niezrównanej kanapki z La Place - z tuńczykiem i cienkimi plastrami jabłka, zapach wszechobecnych frytek z majonezem oraz surowe piękno staroci gromadzonych z pasją przez właścicieli licznych antykwariatów.
Lampy, manekiny, puder czy pończochy Diora z ubiegłego wieku,szkło, czy...wiekowe przyrządy gimnastyczne... Czy można bardziej "poczuć" to miasto niż trzymając w ręku ponad stuletnie prawidła do butów?...

Zapraszam Was na wycieczkę! :-)

Schłodzony koktajl Bellini w Mazzo- miejscu, które tak nas oczarowało, że zasługuje na odrębny foto-wpis! :-)


ach,ta Holandia...piekna i zawsze jak tam jestem zachwyca mnie czyms nowym:)
OdpowiedzUsuńooo tak1 :-) Holandia nigdy nie rozczarowuje!...
UsuńWspaniałe zdjęcia, kusisz tym Amsterdamem,kusisz:)
OdpowiedzUsuńkuszę, kuszę, bo...sama ulegam! :-)
Usuń